W dniu 15.08.2010 wzięliśmy udział w VI edycji Biegu Katorżnika odbywającego się w miejscowości Kokotek k. Lublińca. Na miejsce dojechaliśmy w sobotę 14.08 po ciężkiej 7 godzinnej jeździe samochodem. Brak doświadczenia i świadomość nie najlepszego przygotowania do biegu nasuwały ciemne myśli dotyczące uczestnictwa oraz ukończenia biegu. Dzień ten spędziliśmy na odpoczynku przed zbliżającym się nieuchronnie startem.
W niedzielę rano po lekkim śniadaniu zabezpieczyliśmy namioty i ruszyliśmy na główne miejsce startu wszystkich zawodników. Tu po raz kolejny naszły nas obawy dotyczące startu. Głównym zmartwieniem stał się strach o utratę obuwia podczas przeprawy przez muł i błoto. Przyglądając się staranie obwiązanym nogom, butom oraz ochraniaczom innych uczestników z powątpiewaniem spojrzeliśmy na własne „konstrukcje”.
Nasza drużyna została rozbita na dwa biegi. Ja startowałem o godzinie 10 w pierwszym biegu, reszta ruszała godzinę później. Pierwszy bieg miał przed sobą najcięższe zadanie. Przebić się przez naturalne przeszkody stojące na trasie biegu.
Trasa biegu miała w tym roku 7,5 km. Pierwszy odcinek ciągnął się wzdłuż stawu „Posmyk” gdzie zawodnicy musieli przedostać się przez trzciny, muł oraz wodę która miejscami miała do 1,5m głębokości. Po pokonaniu ok. 1,5 km stawu rozpoczęła się walka z rowem melioracyjnym. Miał on dystans ok. 5 km. Główny trud tego odcina polegał na bezustannym wchodzeniu i wychodzeniu z niego, gdyż trasa ciągnęła się zygzakiem. Kolejną trudnością był muł oraz korzenie o których uczestnik dowiadywał się przy pomocy własnych piszczeli. Przedostatni odcinek trasy polegał na walce z błotem, miejscami można było wpaść nawet po pas. Ostatni odcinek składał się z ciemnego budynku kotłowni oraz plażowego piasku który pod koniec mocno dał w kość. Po przebiegnięciu linii mety każdy uczestnik został uhonorowany „symboliczną” 4 kilogramową podkową.
Wrażenia z biegu są tak naprawdę nie do opisania. Zadowolenie z pokonania tak ciężkiej trasy jest niesamowite. Uśmiech na twarzach naszych oraz innych zawodników ciągle się utrzymuję. Wszystkie obawy związane z biegiem odpłynęły. Proste zniszczone trampki podołały przeszkodom, a piszczele nadal przypominają o przeżytej przygodzie. Organizatorom dziękujemy za wrażenia oraz emocje jakie nam dostarczyli.
Kompania Rozpoznawcza „Licho” z niecierpliwością przygotowuje się do kolejnej edycji!
Krzysztof „Wrzesiek” Żukowski
Kategorie:
Tagi: 
Gratulacje. Fajnie, ze daliście rade. Dobre focie.
Panowie – WIELKI szacun!